- A goście? Napewno będą nas szukać. - Oznajmiłam chłopakowi, odgarniając włosy na lewe ramię.
- Nic z tych rzeczy. Zamknąłem drzwi na klucz. Nikt nam nie przerwie. - Powiedział. Zaczął całować moją szyję, ściągając ze mnie biały podkoszulek.
- Zayn...
- Ciii.. - Szepną. Jego dłonie zjechały niżej, aż do rozporka moich spodni.
- Zayn, muszę na sekundę wyjść. - Powiedziałam. Chłopak przystanął na chwilę.
- Po co? - Zapytał.
- Wczoraj opowiadałam ci o tym chłopczyku, któremu obiecywałam kawałek tortu. - Wyjaśniłam.
- Ach, no tak. Ale mi też musisz w takim razie coś obiecać. - Przyciągnął mnie do siebie. - Obiecuj mi, że dokończymy, to co zaczęliśmy. - Uśmiechnął się łobuzerko.
- Obiecuję. - Powiedziałam, patrząc mu się głęboko w oczy. Zayn wypuścił mnie z uścisku. Ubrałam koszulę i wyszłam z pokoju, pozostawiając go samego.
Na parterze było mnóstwo ludzi, dobrze się bawiących. Niektórych nawet nie znałam. W drodze po tort, wszyscy składali mi życzenia i gratulowali pełnoletności. Odwzajemniałam to dużym uśmiechem. Wyjęłam ciasto z lodówki i ukroiłam duży kawałek tortu, po którym zostały resztki. Obróciłam się na pięcie i poszłam w stronę wyjścia.
Szłam przez ciemne ulice, oświetlane latarniami po bokach. Zimne powietrze uderzało o moje policzki. W oddali zauważyłam światełko. Podeszłam bliżej.
- Dzień dobry Rayan. Widzę, że przyszedłeś z siostrą. Amy miło mi. - Powiedziałam i podałam dłoń dziewczynie. Ta jednak nic nie odwzajemniła.
- To Aria. Jest nieśmiała. - Oznajmił chłopiec.
- Aha. - Zmieszałam się trochę. - Przyniosłam wam kawałek tortu. Tak jak obiecywałam, jest to DUŻY kawałek. - Zaśmiałam się. Podałam siatkę z ciastem Arii, która niepewnie chwyciła ją do ręki. Miała długie, rude loki, praktycznie do kolan. Jej pełne czerwone usta i duże, zielone oczy, dodawały twarzy miłego wyrazu. Była wychudzona. Może i nie dysponowała pieniędzmi, ale ładniejszej, naturalnej dziewczyny nie widziałam. Prószył lekki śnieg, a rodzeństwo nawet porządnej kurtki nie miało. Nie mogłam ich tak zostawić.
- Robi się zimno. Może przyjdziecie do mnie na chwilę? Jest dużo gości, ale napewno znajdzie się jeden wolny pokój, jeśli nie lubicie tłumu.
- Nie chcemy ci robić kłopotów. To twój dzień. - Rzekł Rayan.
- Wy nie jesteście dla mnie kłopotem! - Powiedziałam, z lekkim uśmieszkiem na twarzy.
- No dobrze. - Powiedział chłopak i ruszyliśmy w stronę domu.
Gdy stanęliśmy przed drzwiami, zauważyłam niepewność u Arii.
- Ja nie wiem czy chcę... - Wyszeptała.
- Nie bój się. Ja tu ciągle jestem. - Powiedziałam. Otworzyłam drzwi. Wzrok wszystkich przystaną na dwójce. Szybko poszliśmy na pierwsze piętro, do mojego pokoju, w którym nikogo nie było. Aria przetarła dłonie z zimna i zdjęła czapkę. Stanęła na środku pokoju, nie wiedząc co ma ze sobą zrobić.
- Śmiało, rozgość się. - Powiedziałam, zabierając od nich kurtki i wieszając je na wieszaku, w garderobie.
- Łał! Jaki telewizor! - Krzyknął zdumiony chłopiec i skoczył na łóżko.
- Rayan, zachowuj się! - Rzuciła dziewczyna w stronę chłopca.
- Nie, dobrze. Niech sobie leży. - Powiedziałam do Arii. - Chcesz coś obejrzeć? - Zwróciłam się do Rayana.
- Jasne! - Krzyknął zadowolony. Włączyłam telewizor i podałam chłopcu pilot. Nagle do wszedł Zayn.
- Amy! Jesteś. Musimy... O mamy gości! - Powiedział Zayn, wchodząc do pokoju. Rayan zerwał się z łóżka.
- Zayn, to jest Aria i Rayan. Zaprosiłam ich do nas, bo są zmarznięci. Nie obrazisz się, prawda? - Powiedziałam do chłopaka, puszczając mu oczko.
- Tak... No co ty! - Powiedział chłopak. - Amy już czas. - Rzekł Zayn. Za chwilę północ. Postanowiliśmy, że o tej godzinie ogłosimy, że jestem w ciąży.
Chwyciłam chłopaka za rękę i głośno westchnęłam. Byłam bardzo przejęta. Poszliśmy do salonu, a za nami niepewnie szła Aria.
Stanęliśmy na środku. Zayn delikatnie stuknął łyżeczką w kieliszek, po winie. Wszyscy zamilkli.
- Drodzy goście i przyjaciele! Chcielibyśmy coś ogłosić! - Poczułam jak Zayn ścisną mocniej moją dłoń. Postanowiłam za niego dokończyć. - Otóż... Jestem w ciąży! - Powiedziałam i pocałowałam Zayna w usta. Po całym domu rozległy się oklaski i przeróżne krzyki. Jednak nie wszyscy byli z tego szczęśliwi.
- Pieprzyć z Zaynem się mogłaś, a ze mną nie? - Krzyknął zezłoszczony Harry. Zrobił to specjalnie. Zaniemówiłam.
- No, powiedz wszystkim, jak to się ze mną lizałaś! Uwiodłaś mnie, a potem uciekłaś! - Zaśmiał się pod nosem.
- Co?! Ale co ty mówisz! To nie prawda! Zayn... - Spojrzałam na chłopaka. - Nie wierz mu..
- Dlaczego? - Szepnął i wyszedł z domu. Uciekłam do łazienki.
Siedziałam tam dobrą godzinę. Chłopaki dobijali się do drzwi. Nie uległam im. Postanowiłam, że nie pozostawię tego, tak po prostu. Otworzyłam energicznie drzwi i nie zważając na chłopaków, pobiegłam do pokoju Harrego. Chłopak siedział na łóżku, z laptopem w ręce. Podbiegłam do niego i z całej siły uderzyłam go w twarz. Krew pociekła mu z nosa.
- O co ci chodzi?! Ty jebany idioto! - Wykrzyczałam w jego stronę, chwyciłam płaszcz i wybiegłam z domu. Biegłam przed siebie. Dokąd? Nie wiem. Tak poprostu. Zabić się? Nie ma takiej opcji! Mam dziecko, a ono niczym nie zgrzeszyło. Nagle wszystko ucichło. Poczułam ulgę. Weszłam w jakąś ślepą uliczkę. Usiadłam na schodkach, starego budynku. Schowałam twarz w dłonie i rozpłakałam się na dobre.
- Mhm. - Usłyszałam głos.
- Dajcie mi spokój! - Krzyknęłam.
- Dobrze nie chciałem. - Powiedział tajemniczy głos.
- Kim jesteś?! - Przestraszyłam się trochę.
- Tajemniczym, nieznajomym. - Zakpił sobie. - Nie no...Jestem Mark.
Nie obejrzałam się, bo i tak nie zobaczyłabym go w tych ciemnościach.
- A ja Amy.
- O! Jesteś z Zaynem...
- Eee.. - Płakałam coraz to gorzej.
- Powiedziałem coś nie tak? Sorry. - Rzekł chłopak.
- Jestem w czarnej dupie. - Powiedziałam. - Moja 18 zmarnowana. Całe życie także.
- Wszystkiego najlepszego! - Krzyknął.
- Dzięki. - Uspokoiłam się trochę. - A ty co tutaj robisz? - Zapytałam.
- Eee, no... sprzedaję prochy.
- Ładnie. Czyli twoje życie też jest do dupy?
- Nie, czemu? - Zaprzeczył.
- Ech...
- Ok, rozumiem. - Powiedział. Rzucił mi paczkę białego prochu i odszedł w mroku. Chwyciłam woreczek. Schowałam go do kieszeni... Tak na wszelki wypadek. Wstałam z ziemi i poszłam pod tą pamiętną latarnię. Chwyciłam liść z pod śniegu i obróciłam go zwinnie palcami. Pojedyncza łza, spłynęła po moim policzku.
- Amy! Jesteś! Wszędzie cię szukaliśmy! - Usłyszałam głos Nialla. Oprócz niego byli Liam, Louis i Aria.
- Ja tam nie wrócę. - Powiedziałam.
- Musisz! - Krzyknął Liam.
- Przenocuję w hotelu. A Aria i Rayan nie zostaną u mnie w pokoju. Dobranoc. - Rzekłam i odeszłam od grupy. Znakomicie!
__________________________
Dziwny. słabyx.x Ale jest:) nie wiedziałam, że coś takiego mi wyjdzie O.o Za błędy przepraszam:)
Pisać rozdziały będę tylko na weekendzie, bo na tygodniu nie mogę:)
Rozdział wyszedł taki, bo mam zły humor, a to wpływa na moją wenę..;/
- Dzień dobry Rayan. Widzę, że przyszedłeś z siostrą. Amy miło mi. - Powiedziałam i podałam dłoń dziewczynie. Ta jednak nic nie odwzajemniła.
- To Aria. Jest nieśmiała. - Oznajmił chłopiec.
- Aha. - Zmieszałam się trochę. - Przyniosłam wam kawałek tortu. Tak jak obiecywałam, jest to DUŻY kawałek. - Zaśmiałam się. Podałam siatkę z ciastem Arii, która niepewnie chwyciła ją do ręki. Miała długie, rude loki, praktycznie do kolan. Jej pełne czerwone usta i duże, zielone oczy, dodawały twarzy miłego wyrazu. Była wychudzona. Może i nie dysponowała pieniędzmi, ale ładniejszej, naturalnej dziewczyny nie widziałam. Prószył lekki śnieg, a rodzeństwo nawet porządnej kurtki nie miało. Nie mogłam ich tak zostawić.
- Robi się zimno. Może przyjdziecie do mnie na chwilę? Jest dużo gości, ale napewno znajdzie się jeden wolny pokój, jeśli nie lubicie tłumu.
- Nie chcemy ci robić kłopotów. To twój dzień. - Rzekł Rayan.
- Wy nie jesteście dla mnie kłopotem! - Powiedziałam, z lekkim uśmieszkiem na twarzy.
- No dobrze. - Powiedział chłopak i ruszyliśmy w stronę domu.
Gdy stanęliśmy przed drzwiami, zauważyłam niepewność u Arii.
- Ja nie wiem czy chcę... - Wyszeptała.
- Nie bój się. Ja tu ciągle jestem. - Powiedziałam. Otworzyłam drzwi. Wzrok wszystkich przystaną na dwójce. Szybko poszliśmy na pierwsze piętro, do mojego pokoju, w którym nikogo nie było. Aria przetarła dłonie z zimna i zdjęła czapkę. Stanęła na środku pokoju, nie wiedząc co ma ze sobą zrobić.
- Śmiało, rozgość się. - Powiedziałam, zabierając od nich kurtki i wieszając je na wieszaku, w garderobie.
- Łał! Jaki telewizor! - Krzyknął zdumiony chłopiec i skoczył na łóżko.
- Rayan, zachowuj się! - Rzuciła dziewczyna w stronę chłopca.
- Nie, dobrze. Niech sobie leży. - Powiedziałam do Arii. - Chcesz coś obejrzeć? - Zwróciłam się do Rayana.
- Jasne! - Krzyknął zadowolony. Włączyłam telewizor i podałam chłopcu pilot. Nagle do wszedł Zayn.
- Amy! Jesteś. Musimy... O mamy gości! - Powiedział Zayn, wchodząc do pokoju. Rayan zerwał się z łóżka.
- Zayn, to jest Aria i Rayan. Zaprosiłam ich do nas, bo są zmarznięci. Nie obrazisz się, prawda? - Powiedziałam do chłopaka, puszczając mu oczko.
- Tak... No co ty! - Powiedział chłopak. - Amy już czas. - Rzekł Zayn. Za chwilę północ. Postanowiliśmy, że o tej godzinie ogłosimy, że jestem w ciąży.
Chwyciłam chłopaka za rękę i głośno westchnęłam. Byłam bardzo przejęta. Poszliśmy do salonu, a za nami niepewnie szła Aria.
Stanęliśmy na środku. Zayn delikatnie stuknął łyżeczką w kieliszek, po winie. Wszyscy zamilkli.
- Drodzy goście i przyjaciele! Chcielibyśmy coś ogłosić! - Poczułam jak Zayn ścisną mocniej moją dłoń. Postanowiłam za niego dokończyć. - Otóż... Jestem w ciąży! - Powiedziałam i pocałowałam Zayna w usta. Po całym domu rozległy się oklaski i przeróżne krzyki. Jednak nie wszyscy byli z tego szczęśliwi.
- Pieprzyć z Zaynem się mogłaś, a ze mną nie? - Krzyknął zezłoszczony Harry. Zrobił to specjalnie. Zaniemówiłam.
- No, powiedz wszystkim, jak to się ze mną lizałaś! Uwiodłaś mnie, a potem uciekłaś! - Zaśmiał się pod nosem.
- Co?! Ale co ty mówisz! To nie prawda! Zayn... - Spojrzałam na chłopaka. - Nie wierz mu..
- Dlaczego? - Szepnął i wyszedł z domu. Uciekłam do łazienki.
Siedziałam tam dobrą godzinę. Chłopaki dobijali się do drzwi. Nie uległam im. Postanowiłam, że nie pozostawię tego, tak po prostu. Otworzyłam energicznie drzwi i nie zważając na chłopaków, pobiegłam do pokoju Harrego. Chłopak siedział na łóżku, z laptopem w ręce. Podbiegłam do niego i z całej siły uderzyłam go w twarz. Krew pociekła mu z nosa.
- O co ci chodzi?! Ty jebany idioto! - Wykrzyczałam w jego stronę, chwyciłam płaszcz i wybiegłam z domu. Biegłam przed siebie. Dokąd? Nie wiem. Tak poprostu. Zabić się? Nie ma takiej opcji! Mam dziecko, a ono niczym nie zgrzeszyło. Nagle wszystko ucichło. Poczułam ulgę. Weszłam w jakąś ślepą uliczkę. Usiadłam na schodkach, starego budynku. Schowałam twarz w dłonie i rozpłakałam się na dobre.
- Mhm. - Usłyszałam głos.
- Dajcie mi spokój! - Krzyknęłam.
- Dobrze nie chciałem. - Powiedział tajemniczy głos.
- Kim jesteś?! - Przestraszyłam się trochę.
- Tajemniczym, nieznajomym. - Zakpił sobie. - Nie no...Jestem Mark.
Nie obejrzałam się, bo i tak nie zobaczyłabym go w tych ciemnościach.
- A ja Amy.
- O! Jesteś z Zaynem...
- Eee.. - Płakałam coraz to gorzej.
- Powiedziałem coś nie tak? Sorry. - Rzekł chłopak.
- Jestem w czarnej dupie. - Powiedziałam. - Moja 18 zmarnowana. Całe życie także.
- Wszystkiego najlepszego! - Krzyknął.
- Dzięki. - Uspokoiłam się trochę. - A ty co tutaj robisz? - Zapytałam.
- Eee, no... sprzedaję prochy.
- Ładnie. Czyli twoje życie też jest do dupy?
- Nie, czemu? - Zaprzeczył.
- Ech...
- Ok, rozumiem. - Powiedział. Rzucił mi paczkę białego prochu i odszedł w mroku. Chwyciłam woreczek. Schowałam go do kieszeni... Tak na wszelki wypadek. Wstałam z ziemi i poszłam pod tą pamiętną latarnię. Chwyciłam liść z pod śniegu i obróciłam go zwinnie palcami. Pojedyncza łza, spłynęła po moim policzku.
- Amy! Jesteś! Wszędzie cię szukaliśmy! - Usłyszałam głos Nialla. Oprócz niego byli Liam, Louis i Aria.
- Ja tam nie wrócę. - Powiedziałam.
- Musisz! - Krzyknął Liam.
- Przenocuję w hotelu. A Aria i Rayan nie zostaną u mnie w pokoju. Dobranoc. - Rzekłam i odeszłam od grupy. Znakomicie!
__________________________
Dziwny. słabyx.x Ale jest:) nie wiedziałam, że coś takiego mi wyjdzie O.o Za błędy przepraszam:)
Pisać rozdziały będę tylko na weekendzie, bo na tygodniu nie mogę:)
Rozdział wyszedł taki, bo mam zły humor, a to wpływa na moją wenę..;/


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za wszystkie komentarze! To one mnie motywują, do dalszego pisania:)