Pierwszą rzeczą którą zrobiłam, było złapanie się za głowę, która wręcz pękała, z bólu.
Moje długie, jeszcze przed chwilą roztrzepane na poduszcze włosy, podążały za mną, kiedy próbowałam przejść, do pozycji siedzącej, co okazało się wyzwaniem. Powoli otworzyłam jedno oko, które pod wpływem światła momentalnie się zamknęło. Wzdrygnęłam się nieco, kiedy moje bose stopy delikatnie dotknęły zimnej podłogi. Lekko zachwiałam się kiedy próbowałam wstać, jednak udało mi się dojść, do pobliskiej półki. Jedną ręką podparłam się o krawędź szafki, drugą wyciągnęłam przed siebie, aby zasłonić roletą okno. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że to nie mój pokój.
W pomieszczeniu panował półmrok. Duże łóżko zajmowało pół sypialni. Szafki były białe, a na nich stała sterta starych książek. Obok okna, umiejscowiona była mała toaletka. Ogólnie pokój był bardzo przyjazny.
Postanowiłam sprawdzić gdzie tak naprawdę się znajduję. Udałam się w kierunku korytarza, który ozdabiał jedynie elegancki, czerwony dywan. Ściany były drewniane, dlatego ściana zlewała się ze skrawkiem odkrytej, brązowej podłogi i nie było widać ich krawędzi.
Obeszłam cały dom i nie zastałam ani jednej żywej duszy. Zaniepokoiłam się trochę, jednak próbowałam zachować zimną krew. Wnioskując, że za oknem rozprzestrzeniały się tylko drzewa, ro prawdopodobnie znajdowałam się w lesie.
Postanowiłam pójść do łazienki. Odkręciłam kurek i z krana zaczęła się lać czysta woda. Ustawiłam ją na zimną, wręcz lodowatą. Nabrałam jej trochę w dłonie i delikatnie potarłam nią o twarz. Spojrzałam w lustro.
Widok zmęczonej, brudnej, opuchniętej dziewczyny przeraził mnie nieco. Jednak najgorsze było to, że niczego nie pamiętałam.
- Wszystko ok? - usłyszałam za sobą ochrypły głos mężczyzny. Tak, znałam go bardzo dobrze. Odwróciłam się w jego stronę, czego szybko pożałowałam, gdy zrobił krok, w moim kierunku. Cofnęłam się do tyłu.
- Harry... - wysyczałam przez zęby. Gdyby nie jego 'przedstawienie' na moich urodzinach, to ja i Zayn już dawno bylibyśmy razem, we własnym, ciepłym domu. Na samą myśl, o wcześniejszych zdarzeniach, robiło mi się niedobrze. Jedyne co chciałam zrobić w tamtej chwili, to walnąć go w twarz i uciec jak najdalej.
- Co ty tu robisz? - syknęłam.
- Gdyby nie ja, możliwe, że obecnie, nie byłoby cię tutaj. Tak mi się odwdzięczasz? - powiedział. Było widać, że w pewnym sensie, był z siebie dumny. Podeszłam do niego pewnie.
- Nie wiem co zrobiłam, nie wiem jak wszedłeś do mojego domu, ale proszę cię. Odwieź mnie do domu. - szepnęłam.
- Nie mogę.
- Jak to 'nie mogę'? Chcę wrócić do domu, Harry. Teraz! - krzyknęłam, wymachując ręką, w różne strony.
- Słuchaj Amy! Nie mogę cię odwieść do domu, bo zabłądziłem, ok? Było ciemno. Wracałem pijany, kiedy zobaczyłem ciebie, jak szłaś, po ulicy i nagle zemdlałaś. Pod wpływem alkoholu, wsiadłem, z tobą do samochodu i zacząłem przed siebie jechać. Rozumiesz?! Ten dom nie jest mój! Przed chwilą rozejrzałem się w pobliżu, ale nie ma tu nikogo! - krzyknął. W jego oczach można było dostrzec niepokój.
Zrobiło się niezręcznie, wręcz głupio. Wypchnęłam Harrego za drzwi i zamknęłam je, na złoty kluczyk.
HOLERA!
awweee ja chce kolejny!! :)
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńŚwieeeetny! Aż mnie ciarki przeszły, jak Harry się za nią pojawił:D
OdpowiedzUsuńCzeeekam na neeext<33